|
Nie ma, na szczęście, w Polsce wielkiej liczby napadów na
banki. Na tle innych szkód bankowych nie są też one specjalnie
dotkliwe finansowo. Czy jest jakiś próg opłacalności dla bandyckich
chęci? Pomimo zabiegów bankowców, aby w placówkach obsługujących
klientów trzymać jak najmniej gotówki, a i tę asekurować
technicznie (monitoring wizyjny, kamery przemysłowe) i ubezpieczeniowo,
to dla wielu kryminalistów kilka czy kilkanaście tysięcy złotych
są kwotami, dla których warto zaryzykować niekiedy życie,
najlepiej cudze. Będą więc napadać.
Przejrzałem wiele obrazów z zapisów monitoringu z napadów
na banki. Modus operandi sprawców był identyczny w jednym
szczególe byli ubrani w czapki bejsbolówki z długim daszkiem,
w kaptury, kominiarki itp. Jak wiadomo kamera przemysłowa
zamaskowanego nie rozbierze. To zjawisko rozlało się nie tylko
na bankowe powierzchnie. W historii 13. atrap bombowych w Warszawie,
w ogrzewanym hipermarkecie telewizja przemysłowa nagrało młodzieńca
w czapce bejsbolówce pod kapturem, gdy korzystał z kawiarenki
internetowej. Pomimo rozlepianych w Warszawie plakatów z wizerunkiem
głównie kaptura i czapki gejobombera, bo tak go ochrzciła
prasa, jest anonimowy. Podobno z problemem maskowania
poradzili sobie Anglicy. Po atakach na metro zabronino, wprowadzając
odpowiednie przepisy, przebwania w miejscach wrażliwych z
punktuwidzenia bezpieczeństwa publicznego w strojach i nakryciach
maskujących twarz: w czapkach, kapturach i np. w golfach podciągniętych
pod oczy. Naśladwać warto, choć mam wątpliwość, czy u nas
prepis jest skutecznym lekarstwem. Znamy to z prktyki: jedni
lekceważą nakazy stosowania czegoś,a inni lekceważą kontrolę
stosowania tego. Tymcasem wielu ludzi wskazuje na skuteczne
rozwiązaie techniczno-organizacyjne. Należy postawić w wejściu
ochroniarza, co wymusza określone zachownia, oraz zainstalować
ukrytą kamerę dobrej jakści, skierowaną wprost na twarz każdego
wchozącego (z dobrą technicznie archiwizacją). Przestęcy idący
do miejsca przestępstwa starają ię zwykle zachowywać w sposób
niezwracający uwagi. Często od drzwi do sali kasowej wcale
nie jest blisko, także nie przekonuje mnie argument, że zamaskowani
już od progu będą sobie oczyszczać drogę do kasy np. seriami
z broni maszynowej.
To
nie koniec prostych pomysłów. Przy okaji konferencji na tematy
branżowe pewien antterrorysta zwrócił uwagę na rozwiązanie
stosowane prez banki amerykańskie, u nas podobno nieznane.
Chodzi o wyprowadzenie końcówek ważnych urządzeń technicznych
poza bank, w miejsce zabezpieczone przed nieuprawnionym dostępem.
Na sygnał, że
|
w obiekcie są np. napastnicy z zakładnikami, specjaliści podłączają
się do kamer, nikt nie traci czasu na szukanie planów budynku,
wprowadzanie mikrofonów do kanalizacji itp.
Zmieńmy
tematykę. Europa do 2010 r. ma mieć własny system nawigacji
satelitarnej Galileo, oparty na 30 satelitach (27 aktywnych
i 3 apasowych). Właśnie wystrzelono pierwszego satelitę Giove-A.
Galileo ma być całkowicie cywilny, w odróżnieniu od amerykańskiego
GPS majątku wojska, które użytkowników cywilnych niekoniecznie
hołubi. Ma być także od niego dokładniejszy lokalizacja
z dokładnością 0,5 1 m. Projekt wyceniono na 4 mld
euro, ale rynek produkcji i usług, który ma powstać przy okazji,
szacowany jest perspektywicznie na 300 mld euro!
"Rzeczpospolita" podała za "New Scientic"
o opracowaniu przez naukowców z Uniwersytetu w Stanford
aparatu cyfrowego, w którym można ustawić ostrość zdjęcia
już po jego wykonaniu, do tego niezależnie na różnych, bliższych
i dalszych elementach obrazu! To nowość, która znajdzie się
zapewne w kamerach z obiektywami ze zmienną ogniskową w systemach
telewizji przemysłowej, pracujących często w niekorzystnych
warunkach oświetleniowych dla ostrzenia obrazu. Pomysł polega
na umieszczeniu pomiędzy soczewką a sensorami ścianki z 90
tys. soczewek (po 125 mikrometrów). Rejestrowane są kąt padania
i natężenie światła przechodzącego przez każdą mikrosoczewkę,
a program komputerowy oblicza, jak wyglądałoby zdjęcie w konkretnym
położeniu.
Polskie
realia wywołują chichot historii. W 1995 r. na wzór unijny
zaczęto stosować ustawę o zamówieniach publicznych, korupcja
urzędnicza przy zakupach bowiem była podobno niezmierzona
i zapewne przez to zupełnie niezauważana przez instytucjonalną
Sprawiedliwość. Na ustawę narzekano od początku, przeżyła
kilkanaście nowelizacji poczynionych pod naciskiem różnych
lobby, których punkt widzenia zależał od punktu siedzenia.
Obecnie okazało się, że jest jedną z głównych biurokratycznych
przeszkód w rozwoju gospodarczym. Dlatego nowy rząd pracuje
nad jej maksymalnym uproszczeniem. Ciekawy jestem, czy np.
po zwolnieniu z obowiązku przetargowego znacznej części zamówień
zostaną obowiązki informowania społeczeństwa (i innych potencjalnych
uczestników tych zakupów) o tym, co i jak kupiły instytucje
publiczne? Myśląc o losach tej ustawy, nie wiedzieć czemu
widzę psa kręcącego się w kółko w pogoni za własnym ogonem.
źródło: Systemy Alarmowe, Andrzej PopieIski
|